Powstanie Warszawskie. Gloria Victis - Chwala Zwyciezonym.

Przedmiot chwaly, holdu, wspomnien o heroizmie i tragedii, sporu Polakow.

Powstanie mialo i inne oblicza, ukryte sila rzeczy w cieniu spraw wielkich i ostatecznych. Oto osobisty aspekt Powstania i lat pozniejszych jednego z uczestnikow niektorych polskich grup dyskusyjnych internetu. Ze wgledu na bardzo osobisty charakter tego tekstu autor prosil o niepodpisywanie tego wspomnienia jego nazwiskiem.  (AMK)






Moj Dzien Piecdziesiaty Szosty i Pozniej





"Piecdziesieciotrzylatek"



     Dla mnie, najwazniejszym dniem Powstania byl dzien piecdziesiaty szosty - 25 wrzesnia 1944. Wtedy wlasnie przyszedlem na swiat. Porod odbyl sie w Milanowku, w malym szpitaliku zorganizowanym przez znanego warszawskiego poloznika - Doktora Fitkaua. Bylem szostym dzieckiem 42-letniej kobiety.

     Kilka tygodni wczesniej, w pierwszej polowie sierpnia, Niemcy zaczeli oprozniac z ludnosci cywilnej okolice gdzie mieszkala moja rodzina - czesc Powisla ktora nigdy nie zostala opanowana przez powstancow ani nie byla terenem walk. W domu byla wtedy matka, ojciec (49 lat), ktory ze wzgledu na stan zdrowia nigdy nie sluzyl w wojsku i nie nalezal do konspiracji wojskowej (byl natomiast organizatorem i wykladowca tajnych kompletow Politechniki Warszawskiej), sredni brat (17 lat), ktory krotko przed wybuchem Powstania stracil kontakt ze swoja grupa konspiracyjna oraz dwie siostry (w wieku 13 i 10 lat). Dwaj pozostali bracia byli od poczatku w Powstaniu, starszy (18 lat, podchorazy AK) w Srodmiesciu, mlodszy (15 lat) w Poczcie Harcerskiej, tez w Srodmiesciu. Ostatnie wiadomosci ze zyja pochodzily z 3-go sierpnia.

     W ciagu kilkunastu minut po wejsciu Niemcow do domow, ich mieszkancy zostali, z tym co zdolali w tym krotkim czasie zgromadzic i uniesc, wyprowadzeni na Dworzec Zachodni, i koleja przewiezieni do obozu przejsciowego w Pruszkowie. Tam rodzina zostal rozdzielona - ojca i brata, na szczescie razem, wywieziono do pracy przymusowej w Niemczech, natomiast ciezarna matka i obie dziewczynki zostaly zwolnione. Wkrotce udalo im sie przedostac do pobliskiego Milanowka, gdzie w malym pokoju mieszkala siostra matki z mezem.

     Ciotka nie odmowila dachu nad glowa, ale sama miala wlasne problemy, i nie byla wielka pomoca. Tak wiec wiekszosc obowiazkow: zdobycie jakiejs zywnosci, odtworzenie pozostawionej czesciowo w Warszawie, przygotowanej wczesniej wyprawki, a potem opieka nad noworodkiem i poloznica spadly na moje siostry, dziewczynki 13-to i 10-cio letnie. Zwlaszcza starszej, ktora zostala pozniej moja chrzestna matka, zawdzieczam zapewne ze przezylem.

     U ciotki w Milanowku mieszkalo sie zle, i jeszcze pozna jesienia zamieszkalismy u dalszej nieco rodziny, w Zalesiu Gornym. W kilkupokojowej willi mieszkalo tam wtedy okolo 30 osob - uchodzcow z Warszawy. Jeszcze w zimie, przed przejsciem frontu, zaczely do matki docierac szczesliwe wiadomosci z Niemiec. Wszyscy przezyli. Nie tylko wywiezieni "na roboty" ojciec i brat - z Powstania ocaleli tez obaj pozostali bracia. Bez wiekszych ran dotrwali do kapitulacji i zostali wywiezieni do obozow jenieckich.

     Ojciec z bratem, oraz oddzielnie mlodszy brat, wrocili w pierwszych miesiacach 1945. Starszy brat, ktory po wyzwoleniu sluzyl w polskich formacjach pomocniczych zorganizowanych w zachodnich Niemczech przez Amerykanow, wahal sie jeszcze przez rok i powrocil w 1946. Spoldzielczy dom na Powislu przetrwal, ale mieszkanie rodzicow bylo calkowicie wypalone. Wkrotce wprowadzili sie tam dzicy lokatorzy i nigdy juz nie udalo sie go odzyskac. Juz drugi raz w zyciu musieli rodzice od zera budowac podstawy swojej egzystencji (przedtem, jeszcze sie nie znajac, w 1918 i 1921, repatriowali sie z Ukrainy, bez rodzicow i grosza przy duszy, ale za to kazde z mlodszym rodzenstwem pod opieka). Byc moze dlatego nie wpoili w nas zbytniego przywiazania dla dobr materialnych.

     Rodzina pozostala wiec w Zalesiu, najpierw w rozluznionej juz willi ciotki, a potem w jakichs samodzielnie wynajetych pokojach. Gdy tylko ruszyla kolejka waskotorowa z Zalesia Dolnego do Warszawy, ojciec powrocil na Politechnike, ktora przygotowywala sie do przyjecia pierwszych studentow, matka powrocila na krotko w Zalesiu do swojego dawnego zawodu wiejskiej nauczycielki, a bracia i siostry wznowili nauke.

     Szczescie, ktore sprzyjalo naszej rodzinie w czasie okupacji i Powstania, nie opuszczalo nas i pozniej: nikt nie byl przesladowany w latach stalinowskich. Ojciec, mimo ze nigdy nie nalezal do partii, jeszcze chyba w 1948 otrzymal nominacje profesorska. Pozostal na Politechnice do wczesnych lat 60-tych kiedy przeszedl na emeryture. Przyczynil sie do wyksztalcenia dla Polski calego pokolenia inzynierow, a dzieki swojej charakterystycznej posturze i licznym dziwactwom byl bardzo popularna postacia na swoim wydziale. Rowniez w 1948 moglismy powrocic do Warszawy - przydzielono nam nowe mieszkanie w budynku przy ul. Asfaltowej, ktory Politechnika odbudowala dla swoich pracownikow. Nikt z rodzenstwa nie mial wiekszych trudnosci z przyjeciem na wyzsze uczelnie, choc w jednym przypadku stanowisko i interwencja ojca pomogly chyba jakiemus urzednikowi uznac po cichu, ze uprzednia dzialalnosc w ZHP [Zwiazku Harcerstwa Polskiego] moze byc rownie dobra jak wymagana od kandydata "praca spoleczna" i skompensowac brak przynaleznosci do ZMP [Zwiazku Mlodziezy Polskiej - polskim "Komsomole"].

     Gdy ja juz troche podroslem, i zaczalem lepiej dostrzegac swiat zewnetrzny, najgorsze juz minelo - nadchodzil Pazdziernik 1956. Z tych najmlodszych lat pamietam jednak wszechobecne ruiny, akcje odgruzowywania, na ktore chodzilo sie cala rodzina, ale pamietam rowniez idace ulica do pracy kolumny wiezniow. Mowiono mi wtedy, ze to jency niemieccy, teraz mam watpliwosci czy w kazdym przypadku bylo to prawda.

* * *

 

     Dzis rodzice od lat juz nie zyja, zmarl tez jeden z braci a cala reszta rodzenstwa, z wyjatkiem mnie, jest juz na czesciowych przynajmniej emeryturach. Nastepne pokolenie sklada sie z trzynastu osob. Jeszcze nastepne, jak dotychczas, z osmiorga prawnukow moich rodzicow.

     Dla nich Powstanie Warszawskie bedzie zapewne czyms podobnym do tego czym dla mnie bylo to Styczniowe - chwalebnym i tragicznym epizodem odleglej juz historii, bez wiekszego jednak znaczenia dla codziennego zycia wlasnego, najblizszej rodziny oraz calego Kraju. Zycie plynie.

     Za Wojciechem Mlynarskim moznaby powiedziec i o Warszawie:

"I jak dawniej swiecilo tam slonce, marli starcy, rodzily sie dzieci."








Copyright © 1997-1999 Zwoje