
Wiosną 1939 roku Sztab Główny Wojska Polskiego przystąpił do opracowywania planu wojny obronnej z Niemcami. Był to tzw. Plan "Z", od "Zachód."
Głównym założeniem planu "Z" było, że Niemcy rzucą na Polskę gros swych sił. W konsekwencji, myślą przewodnią planu stało się prowadzenie od początku działań obronnych na całym froncie. Chodziło o to, żeby zyskać na czasie i utrzymać w swoim ręku możliwie najdłużej te części kraju, które są istotne dla prowadzenia wojny oraz nie dać się rozbić do czasu wystąpienia sił francuskich na Zachodzie. Fundamentalnym ograniczeniem planu "Z" była niemożność prowadzenia wojny na dwa fronty. Naczelny Wódz, Marszałek Edward Śmigły - Rydz zdecydował rzucić wszystkie polskie siły przeciwko Niemcom. Mając tylko 48 wielkich jednostek i około 1,200 km frontu, Polska nie miała możliwości równoczesnej obrony przed Sowietami.
Czysto defensywny plan "Z" był podzielony na trzy fazy. Pierwsza faza przewidywała obronę na zachód od Wisły. Gdyby ta się nie udała, druga faza przewidywała obronę na linii Wisły. Jeśli linii frontu wzdłuż Wisły nie dałoby się utrzymać, przewidziany był dalszy odwrót w kierunku południowo - wschodnim tak, aby utrzymać łączność z sojusznikami przez Rumunię. Wg relacji płk. Jaklicza, zastępcy Szefa Sztabu Głównego, "pozycja obronna na Wiśle, Narwi i Sanie była zasadniczo ostatnią, na której Wódz Naczelny mógł w wygodnych jeszcze warunkach zorganizować dowodzenie całokształtem sił i panować nad położeniem we wschodniej części Polski. Z chwilą stracenia tej pozycji, zorganizowanie obrony w większych rozmiarach stawało się problematyczne. Lecz wojny nie wolno było uważać za przegraną."
Sztab opracował trzy warianty na wypadek odejścia od Wisły, do decyzji Naczelnego Wodza. 8 września 1939, gdy stało się jasne, że zawaliła się faza pierwsza i druga planu "Z", a sojusznicy nie wystąpili na czas, przyjęto wariant, który przewidywał dalszą obronę na południowo - wschodniej rubieży Rzeczypospolitej - tzw. "Przedmoście rumuńskie." Ten trudny wariant przewidywał możliwie uporządkowane wycofanie się znad Wisły.
Podpisany 19 maja 1939 roku w Paryżu francusko - polski protokół wojskowy zawierał zobowiązanie Francji, iż: "W wypadku niemieckiej agresji przeciw Polsce albo w wypadku zagrożenia jej żywotnych interesów w Gdańsku, które wywołałyby akcję zbrojną ze strony Polski, armia francuska rozpocznie automatycznie działania swych różnych sił zbrojnych w sposób następujący:
Nie licząc na czynne współdziałania Sowietów po stronie koalicji, rząd polski uważał, że w zbliżającej się wojnie Sowiety zachowają neutralność przychylna dla państw sprzymierzonych. Przypuszczenie to potwierdzało szereg oświadczeń rządu sowieckiego.
Sprawa pozostawienia osłony na wschodniej granicy była rozważana przez Marszałka Śmigłego - Rydza, ale wychodził on z założenia, że przy ówczesnym, jeszcze niekompletnym stanie rozbudowy fortyfikacji na wchodzie, pozostawienie tam kilku wielkich jednostek nie mogłoby mieć żadnego znaczenia operacyjnego w wypadku gdyby, wbrew przewidywaniom, siły sowieckie przekroczyły granicę. Natomiast brak tych jednostek na froncie zachodnim odbiłby się bardzo ujemnie.
Na podstawie konkretnych, prawomocnych zobowiązań sojuszniczych i takiej oceny intencji sowieckich oraz polskich możliwości obronnych, polski Sztab Główny opracowywał plan "Z" w takim właśnie kształcie.
"Z okazji podpisania paktu o nieagresji między Rzeszą Niemiecką a ZSSR, podpisani pełnomocnicy obu stron poruszyli w ściśle poufnej wymianie zdań sprawę wzajemnego rozgraniczania sfer interesów obu stron. Wymiana ta doprowadziła do następującego wyniku:
Podpisali:
Za Rząd Rzeszy - J. J. Ribbentrop
Jako pełnomocnik Rządu ZSSR - W. Mołotow
Moskwa, 23 sierpnia 1939 r.
Pakt o nieagresji mógł zostać uznany za wynik rokowań sowiecko - niemieckich, ale tajny protokół (wówczas nieznany) był aktem niesprowokowanej, podwójnej agresji wobec Polski. Należy przypomnieć, że kilka dni wcześniej zakończyły się niepowodzeniem rokowania sowiecko - angielskie. I nic dziwnego: Niemcy mogły ofiarować ZSSR o wiele więcej niż Zachód: połowę Polski, kraje bałtyckie, Besarabię oraz pokój, przynajmniej na najbliższą przyszłość.
Reakcja w Polsce na pakt sowiecko - niemiecki była spokojna, ale nie miano wątpliwości, że sowiecko - niemiecki pakt o nieagresji był pomyślany przez Moskwę jako krok zachęcający Niemcy do wojny przeciwko Polsce. Zdawano sobie sprawę, że w interesie Rosji będzie żeby konflikt wojenny trwał jak najdłużej.
27 sierpnia Woroszyłow zrzucił na Polskę winę za fiasko rokowań sowieckich z Zachodem. Jednocześnie zapewnił, że Armia Czerwona nie weźmie udziału w nadchodzącym konflikcie i stwierdził, że nie widział powodów, dla których ZSSR nie miałby dostarczać Polsce broni i materiałów wojennych. Podobne stanowisko zajął Mołotow w dniu 31 sierpnia! Również 31 sierpnia Sowiety oficjalnie ratyfikowały pakt o nieagresji z III Rzeszą. Tego samego dnia ostatecznie zarządzono w Polsce powszechną mobilizację.
1 września 1939 o 5-tej rano Niemcy napadły na Polskę z zachodu i północy. Siedemnaście dni później o 4-tej rano ZSSR uczynił to samo od wschodu.
Od 9 września, z rozkazów Marszałka Śmigłego - Rydza, wykonywanych przez kilku generałów, dowódców grup operacyjnych, zaczęły spływać transportami wojskowymi na południe, na "Przedmoście rumuńskie" dosyć znaczne siły wojskowe z rejonu Wilna i Grodna. Zaczęto obsadzać linie rzek Dniestr i Stryj z ośrodkiem w Bereźnicy. Wydano również rozkazy obrony Przemyśla i Lwowa "do ostatka." Na granicy polsko - sowieckiej pozostał jedynie Korpus Ochrony Pogranicza (KOP), odtworzony częściowo po odejściu na zachód zmobilizowanych w nim jednostek - słabo uzbrojony, w sumie znacznie słabszy niż w czasach pokojowych. Na terenach wschodnich zaczęto pospiesznie organizować poszczególne grupy obrony, jak "Wilno," "Białystok," "Grodno," "Polesie," "Wołyń," "Kowel," "Łuck," "Podole." Równie pospiesznie organizowane były tyły.
16 września jednostki wojskowe były już z grubsza rozstawione. Wykonanie zadania utrzymania "Przedmościa" przez okres kryzysu - nim spodziewane odciążenie na skutek ofensywy francuskiej przyniesie rezultaty - mogło być realne. W dniach tych, rozpęd sił niemieckich już osłabł. Piechota niemiecka była wyczerpana, a jednostki pancerne odczuwały zużycie i straty. Niemcy zaczęli odczuwać braki w zaopatrzeniu; materiały pędne musiały być dostarczane drogą powietrzną. Po polskiej stronie minęło zaskoczenie psychiczne, zaczęto nawet "polować" na czołgi niemieckie. Warszawa broniła się bohatersko, rozbite siły polskie w uporczywej obronie spływaly za Wisłę. Odtworzyły się trzy zgrupowania wojsk polskich:
Pierwsze meldunki o przekroczeniu granicy polskiej przez wojska sowieckie w rejonie Podwołoczyska, Husiatynia i Czortkowa napłynęły do sztabu polskiego o godz. 445 rano 17 września. O 512 nadszedł meldunek o zajęciu przez Sowietów Husiatynia. Dwie kolumny pancerne przekroczyły granicę pod Korcem i Ostrogiem, a kolumna kawalerii i artylerii pod
Dederkalłmi. Dalsze meldunki mówiły o wkroczeniu Sowietów na całej długości granicy. Depesze do sztabu zawierały prawdziwe
skądinąd spostrzeżenie: "jak dotąd nas nie atakują." Sowieci jechali z otwartymi klapami, uśmiechali się, powiewali czapkami. Pierwsze rozkazy ze sztabu nakazywały oddziałom
KOP-u stać na miejscu, a na wypadek nacisku
cofać się w tył. Nie wysadzono nawet mostów na Prucie. Opór jednostek KOPu był niewielki, sporadyczny i niezorganizowany, ich dezorientacja zupełna na skutek dziwnego zachowania sięe żołnierzy sowieckich. Szef Sztabu, gen. Wacław Stachiewicz przedstawił te meldunki Naczelnemu Wodzowi.
Gen Stachiewicz napisał później: "nie znajduję słów, które by oddały nastrój przygnębienia jaki zapanował. Ani N.W., ani nikt z oficerów Sztabu nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski. Niespodziewany cios stawiał nagle najwyższe władze państwowe i N.W. przed koniecznością natychmiastowej decyzji najwyższego państwowego znaczenia. Każda godzina zwłoki mogła za sobą pociągnąć za sobą groźne następstwa nie tylko wojskowe ale ogólnopaństwowe.
W pierwszym momencie spontaniczną reakcją był odruch - bić się z Sowietami... Szybko jednak nastąpiła refleksja: czym się bić? Całość sił zwrócona była przeciw Niemcom, związana walkami odwrotowymi. Granice sowiecka dozorowały jedynie słabe oddziały KOP, różne formacje etatowe i tyłowe. N.W. nie uważał walki z Niemcami za zakończoną, pomimo, że dalsze prowadzenie zorganizowanego oporu stawało się już niemożliwe. Walka na własnej ziemi więc odpadała i trzeba ją kontynuować na terenie sojuszników. Wobec tego uważał, że najracjonalniej będzie, jeżeli wszystkie siły, które będą mogły, przejdą do Rumunii lub na Węgry, skąd będzie można je przetransportować do Francji i tam u boku Francuzów dalej walczyć z Niemcami."
"Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadania Warszawy i miast które miały się bronić przed Niemcami - bez zmian. Miasta do których podejdą bolszewicy powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii."
O godzinie 23, 17 września Naczelny Wódz przekroczył granicę Rumunii, gdzie, wbrew przedwojennemu sojuszowi polsko - rumuńskiemu, został internowany, podobnie jak i tysiące polskich żołnierzy. W Kutach Sztab Główny zredagował ostatni rozkaz Naczelnego Wodza. Kończył się on zdaniem: "Będziecie jeszcze bić się za Polskę i wrócicie do Polski przynosząc jej zwycięstwo."
Kilka godzin wcześniej granicę rumuńską przekroczył również Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ignacy Mościcki. W Kossowie wydał "Orędzie do Narodu," kończące się słowami: "Na każdego z was spada dzisiaj obowiązek czuwania nad honorem Naszego Narodu w najcięższych warunkach. Opatrzność wymierzy nam sprawiedliwość."
Edward Śmigły - Rydz uważał swoją decyzję za część swojego planu wojny. Ignacemu Mościckiemu chodziło o zachowanie ciągłości władz państwa polskiego. I trzeba przyznać, że z części oddziałów ewakuowanych na Węgry i do Rumunii, a później z ogromnym trudem, pojedynczo, ewakuowanych do Francji i Syrii, rychło odtworzono waleczne, chociaż nieliczne Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie.
Ale, niezależnie od nastawienia historyków, Historia osądziła ich obu, Śmigłego - Rydza i Mościckiego surowo, szczególnie Marszałka Edwarda Śmigłego - Rydza, w końcu przecież Naczelnego Wodza. Złamany, potajemnie wrócił do Warszawy w październiku roku 1941. Żył opuszczony, pod przybranym nazwiskiem Adam Zawisza. Wkrótce zmarł w Warszawie 2 grudnia 1941 roku i został pochowany pod tym przybranym nazwiskiem. Z biegiem lat, jakiekolwiek by nie były przesłanki Marszałka, osąd historii nie zmienił się istotnie. Ignacy Mościcki do Polski nie wrócił nigdy.
Niemcy i Sowiety położyli nacisk na to, aby odciąć wojskom polskim drogę na "Przedmoście." czyli drogę na Rumunię i Węgry. Już 20 września oddziały sowieckie i niemieckie spotkały się nad górnym Dniestrem. Wojska polskie z Lubelszczyzny, Wołynia i wschodniej Małopolski próbowały odwrotu na południe. Większe zgrupowania już nie zdążyły się przebić. Pod Tomaszowem Lubelskim skapitulowały przed Niemcami resztki Armii "Kraków" i "Lublin", dowodzone przez gen. Piskora. Brygada kawalerii gen. Andersa wpadła w ręce niemieckie i sowieckie na wschód od Przemyśla. General Anders ranny, przedzierając się w cywilu na Węgry został 29 września wydany NKWD przez mieszkańca jednej z wiosek. Został przewieziony do Moskwy i uwięziony na Łubiance. Miał wyjść z owej nieludzkiej ziemi dopiero w 1942 roku ze swoją "armią więźniów." Niestety, już bez 15 tysięcy oficerów polskich, zamordowanych strzałami w tył głowy przez Sowietów w 1940 roku w Katyniu, Charkowie i Miednoje.
Pułk Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) z Horodenki stawił nikły opór pod Borszczowem. Pułk KOP-u z Równego, dysponujący karabinami z 50 nabojami każdy, wycofujący się na Brześć, skapitulował 18 września. Kilka zgrupowań wojskowych zdemobilizowało się i rozproszyło, niektóre sporadycznie walczyły z Sowietami. Inne oddziały pomaszerowały na zachód, niszcząc mosty i walcząc z ukraińskimi grupami dywersyjnymi. Niektóre doszły do pozycji niemieckich i po walkach skapitulowały.
18 września w Brześciu nad Bugiem spotkały się oddziały niemieckie i sowieckie. 22 września Brześć został przekazany przez wojska niemieckie wojskom sowieckim. Z tej okazji odbyła się uroczysta defilada niemiecko - sowiecka, odbierana wspólnie przez gen. Heinza Guderiana i kombryga Siemiona Kriwoszeina. 22 września oddziały sowieckie przejęły od Niemców Białystok.
W rejonie Baranowicz i Brześcia, gen. Kleeberg utworzył Samodzielną Grupę Operacyjną "Polesie," obejmująca utworzone z rozproszonych oddziałów dwie dywizje piechoty i brygadę kawalerii. To ta grupa gen. Kleeberga, próbując przebić się na odsiecz Warszawie, walczyła z Niemcami najdłużej i stoczyła pod Kockiem ostatnią bitwę kampanii polskiej, kapitulując 5 października 1939 r. Był to ostatni zorganizowany opór regularnych oddziałów Wojska Polskiego. Gen. Franciszek Kleeberg zmarł w niemieckim obozie jenieckim w 1941 roku.
Oddziały z Wileńszczyzny cofały się na Zachód i przeszły częściowo na Litwę i Łotwę. 20 września Sowieci zajęli Grodno wspomagani przez dywersantów białoruskich i Żydów - komunistów. Oddziały wycofujące się na Wilno bezskutecznie usiłowały opóźniać marsz sowiecki. Załoga Wilna liczyła około 7,000 żołnierzy. 18 września oddziały polskie wyszły z miasta na polecenie gen. Olszyny - Wilczyńskiego, który uzasadniał ten rozkaz tym, że "nie jesteśmy z Sowietami w stanie
wojny." 22 września, pomimo wszystko walcząc z oddziałami sowieckimi i dywersantami, oddziały te przeszły na Litwę.
Pułk KOP-u z Głębokich przeszedł na Łotwę.
21 stycznia 1940 r. wybuchnął w Czortkowie zbrojny bunt około 150 Polaków, stłumiony bezlitośnie przez Sowietów. Aresztowano 600 osób, wielu schwytanych ludzi skazano na śmierć lub długoletnie więzienie. Wielu zamęczono w śledztwie.
Wojskowe straty polskie stanowiły jednak tylko około 10 procent strat polskich pod okupacją sowiecką. Wraz z sowieckimi oddziałami wojskowymi weszło NKWD. Na zajętych terenach rozpoczęły się natychmiast masowe aresztowania, a od lutego 1940 masowe zsyłki ludności cywilnej. W sumie, około dwa miliony obywateli polskich znalazło się w więzieniach, obozach gułagu i na "posiołkach" - miejscach zsyłki na roboty przymusowe na Syberii, dalekiej Północy i Azji Środkowej. Setki tysięcy pomarło, niewielka część zesłanych i uwięzionych (ok. 100,000) wyszła w armii lub z armią gen. Andresa, tysiące powróciło do Polski po wojnie i w latach 1956-1957, ale wiele tysięcy Polaków zostało w Sowietach.
Ujawnione w 1993 roku dane sowieckie wykazują 3522 żołnierzy Armii Czerwonej poległych, rannych i zaginionych we wrześniu 1939.
22 października 1939 odbyły się na zajętych terenach Rzeczypospolitej pod terrorem i całkowicie sfałszowane wybory do Zgromadzenia Ludowego Białorusi Zachodniej i Zgromadzenia Ludowego Ukrainy Zachodniej. 27 i 28 października "wybrani przedstawiciele ludności tych terenów zwrócili się do Rady Najwyższej ZSSR z prośbą o przyjęcie w skład ZSSR." Prośby te zostały łaskawie uwzględnione 2 listopada 1939 r. Poczta ZSSR wydała serię znaczków upamiętniającą "oswobodzenie Zachodniej Ukrainy i Białorusi." Znaczki przedstawiały ludność entuzjastycznie witającą żołnierzy sowieckich oraz tychże ściskających uradowane dzieci. 29 listopada dekretem Rady Najwyższej ZSSR obywatelom polskim na terenach włączonych do ZSSR przymusowo nadano obywatelstwo sowieckie.
Kozacy dońscy oczyścili Augustowskie i Puszczę Białowieską od "resztek polskich oficerskich band." Do wiosny 1940 działał tam oddział partyzancki płk. Jerzego Dąbrowskiego. Ujęty wkrótce na Litwie koweńskiej, Dąbrowski po torturach został stracony w Ługańsku w grudniu 1940 roku.
Równocześnie rozpoczęła się też era służalczych zdrajców, (w większości pochodzenia ukraińskiego i żydowskiego - przedwojennych komunistów), szczególnie we Lwowie. Jeden z nich, Stanisław Jerzy Lec, później wspaniały aforysta, napisał np. wiersz, z którego jedną zwrotkę cytujemy (pozostałe są podobne):
.....
którą poeci wyśpiewali
ojczyzna, co to od Kamczatki
po szynach pędzi aż po San
którą, jak mleka pełny
dzban
podają dzieciom czułe matki
- to Stalin.
.....
Czerwony Sztandar, Lwów, 5 grudnia 1939
Autor niniejszego artykułu jest w posiadaniu mapy ZSSR, wydanej w Moskwie w roku 1940, na której ZSSR sięga nieomal pod Warszawę i sąsiaduje z Niemcami.
Według niepotwierdzonych, chociaż udokumentowanych doniesień (raport FBI do Prezydenta F. D. Roosevelta, podpisany przez J. Edgara Hoovera), Hitler i Stalin spotkali się we Lwowie 17 października 1939 r. (Edvard Radzinsky, nowy rosyjski biograf Stalina, podaje datę 18/19 października). Mieli oni wówczas ustalić przekazanie Finlandii do sowieckiej strefy wpływów. Jeszcze przez kilka dni po agresji niemieckiej na Związek Sowiecki 22 czerwca 1941 r., sowieckie transporty surowców przejeżdżały koleją przez ziemie Rzeczypospolitej do III Rzeszy. Już bez domysłów zacytować można głośne zdanie z przemówienia Wiaczesława Mołotowa do Rady Najwyższej ZSSR 31 października 1939:
"Okazało się, że wystarczyło krótkie uderzenie wymierzone w Polskę, początkowo Armii Niemieckiej, a następnie Radzieckiej, aby nic nie pozostało z tego poczwarnego bękarta [urodliwego dietiszcza] traktatu wersalskiego, który istniał tylko kosztem uciskanych narodowości niepolskich."7 listopada 1939, z okazji 22 rocznicy Rewolucji Październikowej, ogłoszono Apel Komitetu Wykonawczego Kominternu, w którym sojusz sowiecko - niemiecki był zaaprobowany jako "przykład współpracy państw socjalistycznych przeciwko imperializmowi anglo-francuskiemu."
"Dyrektywa ogólna była błędna ze względów zasadniczych. Rydz-Śmigły postanowił wycofać jak najwięcej ludzi i sprzętu do Rumunii i na Węgry. W imię czego? Czy przypuszczał, że cały ten sprzęt - i oczywiście ludzie - zostanie natychmiast przekazany do Francji? Było przecież jasne, że państwa neutralne natychmiast internują wszystkich członków Polskich Sił Zbrojnych, jacy znajdą się na ich terytorium i skonfiskują wszelki sprzęt wojskowy. O ile zresztą ewakuowanie na Zachód żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego dla odtworzenia tam w nowej postaci Armii Polskiej miało swój sens, o tyle ze sprzętem bojowym można było postąpić tylko w jeden racjonalny sposób: zużyć go do końca w walce przeciwko obu agresorom. Było oczywiste, że stawianie możliwie najdłuższego oporu zbrojnego na ziemiach RP wobec obu agresorów totalitarnych jest warunkiem uzyskania należytego rozgłosu dla sprawy polskiej w światowej opinii publicznej, a więc ważnym argumentem na rzecz przyszłej odbudowy niepodległej Rzeczypospolitej. [...]
W dniu 17 września na ziemiach wschodnich RP znajdowało się ogółem ponad 300 tysięcy żołnierzy i oficerów, z uzbrojeniem i zapasami, zdatnych do stawienia demonstracyjnego oporu Armii Czerwonej. W latach 1939-1940 z liczby tej dostało się do Francji i Syrii tylko 38,000. Znaczenie moralne ich czynu bylo ogromne, ale politycznie nikłe; przez cały okres Drugiej Wojny Światowej polski czyn zbrojny poza granicami kraju nie mógł oddziałać na stanowisko wielkich mocarstw wobec sprawy polskiej. Jeszcze we wrześniu 1939 roku można było wpłynąć w istotny sposób na stan światowej opinii publicznej przez akcję obronną na ziemiach Polski przeciwko agresji ZSSR, utożsamiając system totalitarny stalinowski z systemem hitlerowskim - w oczach spoleczeństw Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i innych państw świata."
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||