Na bocznicy stacji kolejowej w Krzeszowicach ustawiono kilka starych parowych lokomotyw, dużych i mniejszych.

W lutym 2006, dostrzegłem je przypadkowo z okna pociągu. Postanowiłem wrócić tam z aparatem fotograficznym, co spełniłem 14 czerwca 2006. Nie były już przyprószone śniegiem wśród nagich drzew, ale zakryte częściowo zielonością krzaków.

Przypomniałem sobie lokomotywy z mojego dzieciństwa i wczesnej młodości, które co kilkadziesiąt minut widywałem w odległości 200 m od płotu ogrodu naszego domu w Wadowicach, gdy ciągnęły pociągi po pobliskim torze kolejowym Wadowice-Bielsko.

Teraz takie lokomotywy stały w Krzeszowicach, częściowo zardzewiałe, częściowo ze śladami czarnej farby i brunatno-czerwonej minii. Mogłem podejść do nich, poklepać, przyjrzeć się potężnym, pordzewiałym kołom, mechanizmom i śrubom. Pomyślałem sobie, że były one jednak "parowozami dziejów", lokomotywami ogromnego skoku cywilizacyjnego i społecznego. Że pełniły, i oczywiście ludzie je obsługujący, dobrą i wierną służbę.

Przygodnie napotkany tam człowiek powiedział mi, że kilka lat temu, ktoś sprowadził do Krzeszowic te lokomotywy. Miał je uchronić od zezłomowania, zorganizować tam skansen lokomotyw z kawiarnią i restauracją dla (zagranicznych głównie) turystów. Jednakże owemu entrepreneurowi skończyły się pieniądze, inwestor wycofał się, a lokomotywy zostawiono swojemu losowi i czasowi.

Bocznica i lokomotywy stały się miejscem pijaczków. Przed fotografowaniem odrzuciłem, ile zdołałem, leżące obok lokomotyw i pod nimi, puste butelki, pudełka po papierosach i śmieci. Nie próbowałem nawet zetrzeć napisu "kurwa" z tendra jednej z lokomotyw. Pozostał tam; taka odznaka za wierną służbę od jakichś zwulgaryzowanych, pewnie młodych Polaków naszych czasów.

Przypomniałem sobie jeszcze cudowny wiersz Juliana Tuwima Lokomotywa.

Rozstawiłem statyw i fotografowałem lokomotywy...

Andrzej Kobos






JULIAN TUWIM







LOKOMOTYWA


Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa:
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch – jak gorąco!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy; a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy,
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W sz6stym armata – o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym – same tuczone świnie,
W dziesiątym – kufry, paki i skrzynie,
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.
Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się wytężał,
To nie udźwigną, taki to ciężar.
Nagle – g w i z d !
Nagle – ś w i s t !
Para – b u c h !
Koła – w   r u c h !

Najpierw – powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła – maszyna – po szynach – ospale,
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi,
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las,
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to.
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha,
Ze pędzi, że wali, że bucha buch, buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
T o para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...



Lokomotywy – Steam engines








Copyright © 1997–2006 Zwoje