|
|
Wiatr zaplątany w przydrożne drzewo zaczyna powiewać szukając instrumentu by zagrać w duecie z szelestem obnażonych, sztywnych gałęzi. Słychać szelest obudzonych gałęzi, wzmagane wiatrem, chwytają za smyczki, brzękają nieskładnie, ochryple. Wiatr wpada w wir dyrygowania. Z ospałej, kołyszącej się gałęzi wiatr wygrywa nowe akordy, nie pojmuje tonu, pragnie wczuć się w rytm i tajemnice muzyki natury. Napotyka pierwsze krople deszczu, improwizuje szumiące dźwięki spadających kropli. Zagłuszony oddala się wiatr. Wiem że mogłabym zagrać na mojej starej wiolonczeli bez smyczka, opuszkami palców odtworzyć wariacje natury. Późno już i noc nadchodzi. I wołam ciebie pod te krople deszczu. 2001 |
