|
|
Nie kończące się kolczaste ogrodzenie w kilku rzędach, wieże, reflektory. Długie kolumny ludzkich postaci w drewniakach, w popielatych pasiastych łachmanach, o tym popielatym zmierzchu, powoli przesuwają się opustoszałymi ścieżkami obozu. Słychać tylko prześladujący głos, ostre krzyki komendy, brzmiące jak ostatni krzyk mordowanego, a jednak inaczej. Nikt nie wie dokąd. Na prawo, na lewo, do baraku? Do natrysku wody, czy natrysku gazu? Nikt nie wspomniał o Bogu. A Bóg dokąd? 1974 |